wolność

czasem
bardzo często
mam ochotę
by odejść
na śmierć
na koniec życia
na swoją własną
wolność

Kres

Jedyne co, to śmierć, roztacza skrzydła nad ciałem.
Jedyne co, to ból, przeniknięty przez umysł i kości.
Jedynie lęk w otchłani a ja źdźbłem w porywach wiatru.
Jestem.
Nadchodzi silny dreszcz za muśnięciem zimnej wargi.
Jedynie co, to czekać, na swój przypisany koniec.
W pościelach wiosny przynoszącej płacz i deszcz.
Wyczekiwać kroków wichru we śnie zerwanego.
A te sny, dziwne mary. Zbyt nierozumne i obłąkane.
Ja źdźbłem wśród gęstej trawy. Ja znaczę siebie w wietrze.
Bo jedyne co, to śmierć, z sideł mar wybawi.

Dzieci obłąkania

Choroba zamknęła drzwi klatki.
Zacisnęła szczelnie powieki.
Nie widzi. Nie czuje dotyku.
Zimnych warg i roztrzęsionych ciał.
Ja. Spoglądam na was ukradkiem.
Roześmiani łakniecie moje chwile.
Moje własne, osobiste życie.
Zostaliście razem? Czy osobno kończycie?
Śmiech plugawych ulic o świcie?
Słyszycie? Jak rozkwita historia?
Między wami istnieją osobne księżyce.
Nie pożyjecie.
Za bardzo się różnicie.

Czarny kwiat

Śmierci wybaw mnie.
Od życia, którego nie chce.
Wbij swoje szpony.
Chce czuć zapach własnej krwi.
Smak cierpkiego płynu sączącego się z dłoni.
Śmierci, wybawco mój drogi.
Oddal ode mnie mroki i zamknij oczy.
Chcę stać się twym kwiatem.
Spełnieniem nocnych marzeń.
Śmierci najgorsza.
Będę ci towarzyszem.
Do końca.
Do ostatniego oddechu.
Zniszczona istota popłynie na dno.
Już jestem wrakiem – bądź teraz przy mnie.

Życzę wytrwałości.

Powoli zapadam w śpiączkę
Z czasem jesteśmy coraz dalej
Stoisz naprzeciw spoglądając w oczy
Jedyne co czujesz to pustka
Staję się dla ciebie obojętna
Zawsze taka byłam
Zastanawiasz się kim jestem
Co tu robię, dlaczego trafiło na ciebie
Nie dajesz nic po sobie poznać
Chłopaku, znam to życie lepiej niż myślisz
Doświadczenie nauczyło mnie nosić maski
Zakradamy się we snach
Tworząc tam własny pejzaż i wspomnienia
Idziesz innymi ścieżkami
Ja zabłądziłam na pierwszym zakręcie
Już się nie odnajdę – na ciebie jest jeszcze nadzieja
Czy wiesz, że życie to nie bajka?
Miraż i krucha wyobraźnia
Kreatywność – to dziś się powinno nosić
A jednak – ulotność swoje robi
Czujesz ten zapach?
Człowiek z krwi i kości
Jesteśmy zbyt słabi
A jednak tak wytrwali
Chcesz poznać co myślę?
Czytaj między wierszami
Inaczej nic nie wymyślisz
Zagadką jestem, kochanie
Sama siebie nie poznam
A inni nie są mi dani

mam przerwę

nie oddycham
oczy zamarły w tobie
usta przepadły
zmarznięte dłonie
ustały w geście
dziwne to jest
chwilę drżałam
czułam ból
i szczęście
teraz nie wiem
co było lepsze
czy żywa czy
martwa
piękniejsza byłam
czy jestem
tu się nie oddycha
nie myśli
tu się milczy
odpoczywa

pozbawiona.

obiecuję
o Miłości Słodka
to w tobie
się zakocham
oddam wyższość
swego imienia
dla ciebie
o Miłości Nieskończona
w różanym słowie
zatracę
pióro srebrzyste
ku tobie
wyciągnę dłonie
i skonam
o Miłości słodka
przy tobie

będę.

a kiedy umrę
osamotnię ciebie
nie zapomnij
jak kocham
szczerze
nie zapomnij
wierności
nie opłakuj
jestem
przy tobie
i będę
poczujesz obecność
czułe tchnienie
to ja
nikt więcej

czy poznajesz tego mężczyznę?

może widywałam go
kiedyś często
podobno w dzieciństwie
go uwielbiałam
śmiem wątpić
a jeśli
tak się działo
nie, to nie jest prawda
wyobraźnia kłamie
ten mężczyzna jest
mi obcy
nie rozpoznaje go
to mój tato?
ależ nie!
mój Ojciec od wieków
jest w Niebie
tego tu nigdy
nie spotkałam
i spotkać nie chcę